czwartek, 29 kwietnia 2010

Korki

Wczorajszy dzień pokazał mi, że nawet na przedmieściach Kopenhagi, gdzie zwykło jeździć się rowerami i autobusami występują korki. Przyznam szczerze, że tutaj takich korków jeszcze nie widziałem. Możliwe, że ma to również coś wspólnego ze świętem narodowym, które zapewne się tutaj odbywa. Zdradzają to flagi na autobusach. Jeśli już jestem przy temacie autobusów, to podzielę się z czytelnikami moim oburzeniem wielkim. Z powodu korków, autobus spóźnił się tutaj ponad 5 minut. Za co ja, przepraszam bardzo, płacę 250 zł? I jak już marudzę, to dodam, że autobus linii 5A (widoczny na zdjęciu) chwali się, że kursuje co 4-6 minut w ciągu dnia. Może i jest to prawdą, ale rozkładu się nie trzyma w ogóle. Działa to na zasadzie: jeden przyjedzie na dworzec, to drugi odjeżdża. W dzień roboczy nie jest to problemem, bo faktycznie nowy autobus pojawia się często, ale w święta zasada o odjeżdżaniu dopiero gdy inny autobus przyjedzie, nie przestaje obowiązywać. Autobusy przyjeżdżają jednak znacznie rzadziej.
Ale oprócz marudzenia, muszę przyznać, że przystanek na którym się przesiadam wygląda całkiem ładnie. Głównie dzięki wiośnie się tak stało :) Duńczycy w ogóle dużo kwiatów sadzą na różnego rodzaju społecznych trawnikach. Czy ładnie pachnie nie wiem, bo widzę je tylko z autobusu, ale przynajmniej jest kolorowo.

środa, 14 kwietnia 2010

Powroty

Mogło wyglądać na to, że bloga swojego porzuciłem, ale przerwa w pisaniu wynikała jedynie z mojej nieobecności w Danii. Blog jest natomiast o wyjeździe i nie chciało mi się pisać w domu nic na ten temat :) Święta spędziłem miło, można było się spotkać z najbliższymi, najeść się, odwiedzić stare kąty. Podróż była jednak męcząca. W przyszłości będę się chyba rozbijał samolotami lub ewentualnie prywatnie samochodem, bo autokar to nie jest najlepszy pomysł. Gdzieś obok znajduje się mapa z trasą, którą jechałem. Z przesiadką w Berlinie, z którą to wiąże się przygoda nieciekawa, ale zakończona szczęśliwie. Całość 14 godzin trwała. I po jednym filmie na stronę. Jakiś polski Job i Pianista. Ten drugi zdecydowanie lepszy, ale o tym chyba nikomu nie trzeba mówić. Poza tym nudno i postoje nieraz za często, a nieraz za rzadko. No ale tak to jest jak się jedzie w grupie. Nie dogodzi się wszystkim.
A w Danii po staremu. Drogo i daleko. Ale pogoda przynajmniej jest lepsza niż przed wyjazdem. I wziąłem się za roślinki oprócz kucharzenia. Wrócę pewnie z szerszymi zainteresowaniami po erasmusie. Polecam wszystkim taki wyjazd.